7/03/2018

Pets (1973)

dir. Raphael Nussbaum



Nastoletnia Bonnie (Candice Rialson) ucieka spod opieki zaborczego brata i rozpoczyna życie włóczęgi na ulicach Los Angeles. Pewnego dnia, dziewczyna spotyka na swej drodze kryminalistkę imieniem Pat (Teri Guzman). Wspólnie porywają zamożnego mieszkańca przedmieść i terroryzują go w celu wyłudzenia pieniędzy. Naiwna Bonnie zostaje jednak z niczym, wykiwana przez sprytniejszą i bardziej doświadczoną mentorkę. Następnie, uciekinierka trafia pod skrzydła malarki Geraldine (Joan Blackman), która wprawdzie roztacza nad bezdomnym dziewczęciem opiekę, ale w zamian domaga się pełnego posłuszeństwa i kontroli nad jej życiem...


"Pets" to filmowa wersja trzech jednoaktówek autorstwa Richarda Reicha (kolejno: "Baby with a Knife", Silver Grey Toy Poodle" oraz "Pets"). Na potrzeby adaptacji, trzy odrębne teksty zostały scalone w jedną historię. Szwy nie są jakoś szczególnie widoczne, a myśl przewodnia ujawniona zostaje już w samym tytule: główna bohaterka to po trosze współczesny Kandyd, po trosze Justyna de Sade'a, niewinna i łatwowierna ofiara ludzkiego wyrachowania i chęci dominacji. Filmowi Raphaela Nussbauma wprawdzie daleko do zdegenerowanych fantazji osławionego markiza, niemniej obraz i tak dostarcza porządnej dawki eksploatacyjnego sleazu. Najmocniejsza pod tym względem jest partia ostatnia, która kwestię "kobiet-pupili" traktuje bardzo dosłownie. Wątek mecenasa sztuki i skrajnego mizogina w jednym, zyskuje na wyrazistości głównie dzięki elektryzującej grze Eda Bishopa, wprost wybornego w roli szaleńca z pejczem.


Grindhouse'owa rozrywka pełną gębą, wykorzystująca ku uciesze publiki wątki sadomasochistyczne, eksponująca upokorzenia względem płci żeńskiej, na dodatek, wzorem każdego szanującego się skrawka kina eksploatacji, ubrana dla niepoznaki w formę opowieści ku przestrodze. Szczęśliwie się jednak składa, że dzięki scenicznemu pierwowzorowi, twórcy mogli zadbać o psychologiczna wiarygodność, co ratuje ich twór przed stoczeniem się w odmęty tandetnego wyzysku rodem z rynsztoku. "Pets" bowiem nie tyle szokuje, co sprawnie łączy - mało może odkrywcze, ale co tam - refleksje na temat ludzkiej natury z atrakcyjnym opakowaniem pikantnego dramatu społecznego. Bo podli i samolubni są tu w zasadzie wszyscy, nie tylko znienawidzeni mężczyźni. Finałowe "moralne zwycięstwo" to wybieg prosty, ale chyba jedynie słuszny: koniec końców to chory świat musi wylądować za kratkami, działające zgodnie z prawami natury zwierzęta odzyskują wolność. Zdecydowanie lepsze niż sugerowałby kontrowersyjny plakat, ma szansę zadowolić także koneserów nieco bardziej wyrafinowanych klasyków z drive-in theatres.

Ocena: ****


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza