5/30/2017

The Untouchables (1987)

dir. Brian De Palma



Po klapie, jaką okazała się komedia gangsterska "Ważniaki", Brian De Palma postanowił podejść do tematyki w bardziej poważnym tonie. Wspierany skryptem autorstwa Davida Mameta, zdecydował się opowiedzieć o jednej z najsłynniejszych spraw w dziejach amerykańskiej kryminalistyki: krucjacie Eliota Nessa przeciwko zorganizowanej przestępczości z Chicago, zakończonej ujęciem Ala Capone'a. 


Tytułowi "Nietykalni" to legendarny oddział wyselekcjonowanych przez agenta Nessa stróżów prawa: nieprzekupnych, nieulękłych wobec gróźb mafijnego syndykatu, całkowicie oddanych sprawie, którą była walka z przemytnikami alkoholu (wszak jest początek lat 30., prohibicja wciąż trwa). W tle mamy przeżarte korupcją "Wietrzne Miasto", gdzie przemoc jest na porządku dziennym, a ludzie pokroju Capone'a cieszą się całkowitą bezkarnością... 


Ciężko zaprzeczyć, że obraz De Palmy to po trosze bajka, gloryfikująca prawych i niezłomnych mężów i dopuszczająca się pewnych uproszczeń i przekłamań (oryginalnych "Nietykalnych" było na przykład jedenastu, tutaj mamy ich tylko czterech). Nie należy jednak zapominać, że mamy do czynienia z kinem, nie obrazem dokumentalnym. Kinem na wskroś przesiąkniętym hollywoodzką duszą, ale też pierwszorzędnie wystylizowanym przez twórcę "Świadka mimo woli". De Palma, pilny uczeń mistrza suspensu, również tutaj nie omieszkał umieścić paru hitchcockowskich wtrętów (polecam przyjrzeć się na przykład scenie śmierci Franka Nittiego). Najbardziej znana chyba sekwencja z "Nietykalnych" parafrazuje jednak innego geniusza X muzy,Siergieja Eisensteina i jego słynne Schody Potiomkinowskie. Cytat osiąga w tym przypadku sam w sobie rangę dzieła sztuki - perfekcyjny montaż i bezbłędne budowanie napięcia w tejże scenie, pozwalają nazwać ją jedną z najbardziej charakterystycznych w dorobku De Palmy. 


Poza inscenizacyjną maestrią kolejnym aspektem, dzięki któremu przedstawiana historia "działa", jest sam scenariusz: napisane z polotem, nierzadko dowcipne dialogi radują uszy, a każdy zwrot akcji wybrzmiewa z należytą siłą. Mamet, uznawany za jednego z najlepszych dramaturgów współczesnych czasów, stworzył solidną bazę pod pełnokrwiste kino gangsterskie w stylu retro. No i jest jeszcze obsada: spełniający wszelkie wymogi amanta swoich czasów Costner, ze swadą wciela się w "rycerza bez skazy", choć show kradnie mu nagrodzony Oscarem Sean Connery jako stary policyjny wyga, Malone. Na dalszym planie szarżuje z kolei Robert De Niro w jedwabnej bieliźnie i z kijem do baseballa w garści. 


Filmowi "Nietykalni" są więc nie tyle kinem faktu, co zabawą dla dużych chłopców. Zabawą wyśmienita, pozwolę sobie stwierdzić, wyraźnie naznaczoną wizualnym rozpasaniem swego twórcy, podszytą ironią, ale zarazem po amerykańsku skłonną do mitologizacji. Dodajmy jeszcze ścieżkę dźwiękową od Ennio Morricone, a robi się blisko doskonałości. Mówiąc krótko: to się ogląda!

Ocena: *****


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza