9/13/2019

Hai sbagliato... dovevi uccidermi subito! (1972)

dir. Mario Bianchi


W małym miasteczku gdzieś na Dzikim Zachodzie dochodzi do zuchwałego napadu na bank. Dwójka rabusiów ginie wprawdzie na pustyni od ukąszeń jadowitych węży, ale trzeci ucieka wraz z pieniędzmi. Do mieściny przyjeżdża agent ubezpieczeniowy z Lloyd’s of London, by zbadać sprawę rabunku i odnaleźć sprawcę... 


Spag-western w niekonwencjonalnym wydaniu. Mario Bianchi, podobnie jak w przypadku swego o rok wcześniejszego debiutu „Masked Thief”, pożenił klasyczną końską operę z elementami... giallo. Oprócz obowiązkowych bijatyk i pojedynków mamy więc kryminalną intrygę z zagadką spod znaku „kto zabija?”. „Kill the Poker Player” wyróżnia się również ciekawym sposobem wykańczania ofiar: zabójca korzysta z "usług" węży, które zabijają niewygodne mu osoby. Gadów jest więc w filmie sporo: czasem użyte są prawdziwe, kiedy indziej – ich niemrawe, pluszowe podróbki. Jest więc pewien aspekt, który przypadnie do gustu miłośnikom kuriozalnych rozwiązań technicznych i pokracznych „efektów specjalnych”. 



W całym filmie mocno zresztą odczuwalny jest niski budżet i wynikające zeń ograniczenia, a Bianchi to nie żaden Sergio – brak mu zarówno ręki do aktorów, jak i ucha do dialogów. Komicznie wypadają obowiązkowe „pojedynki na wzrok”, a konkretnie przeciągane w nieskończoność zbliżenia, w trakcie których oczy aktorów latają we wszelkie możliwe strony w celu przekazania miotających postaciami emocji. Mało? Główny bohater przedstawia się jako Jonathan Pinkerton (sic!) i oprócz tego, że jest najszybszym rewolwerowcem, jakiego hiszpańskie plenery widziały, to jeszcze niezły z niego karateka.


Mniejszych oraz większych absurdów mamy więc tutaj sporo, ale przydają one seansowi smaku i uroku. Rzecz ma ponadto fajne, klimatyczne otwarcie, które poniekąd nadaje ton całości. Co bardziej obeznanych maniaków tematu z pewnością ucieszy obecność spag-westowych wyjadaczy: Roberta Woodsa, Franka Brañy i Ivano Staccioliego. Na drugim planie przewija się ponadto Nieves Navarro, fanom klimatów giallo znana pod pseudonimem Susan Scott. Na dokładkę dorzućmy ścieżkę dźwiękową Carlo Saviny (m.in. „Lisa and the Devil”) – całkiem przyjemną, pod warunkiem, że nie przeszkadza Wam odrobina funkowania-jazzowania w westernach. Całościowo: niegroźna ciekawostka dla amatorów włoszczyzny z odrobiną "ekstrawagancji".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza